czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 4

 Od tamtego momentu patrzyliśmy sobie w oczy. Żaden z naszych przyjaciół tego nie zauważył, bo wszyscy byli zajęci wybieraniem napoju z MENU. Wracając do jego oczu to są czekoladowo brązowe i szczerze to czułam jakbym utonęła w morzu pełnym czekolady. Naszą sielankę przerwał Chris oznajmujący głośno jaki napój sobie wybrał. Wszyscy postąpili podobnie więc i ja podałam szybko nazwę jakiegoś napoju tak aby niczego się nie domyślili. Po nie dużym odstępie czasowym na nasz stół dotarła ogromna pizza. Uradowani z takiego widoku łapnęliśmy po kawałku kładąc go sobie na talerz. Wzięliśmy do ręki sztućce i w milczeniu pałaszowaliśmy danie. Gdy wszystkie talerze były już puste z kieszeni Emily rozbiegł się donośny dźwięk. Przeprosiła i wyszła. Rozmawialiśmy w tym czasie o wszystkim i o niczym. Naszą rozmowę przerwała wracająca do nas Em. Oznajmiła, że musi wracać do domu, bo jeden z jej braci złamał nogę a ona musi zająć się pozostałym rodzeństwem. Współczuję jej. Cieszę się, że nie mam rodzeństwa. Zawsze wszystko jest tylko dla mnie. Wracając do naszego pobytu w restauracji. Ryan zaproponował, że ją odprowadzi. Do wyjścia była gotowa również Kelsey i nie zwlekając dłużej Chris powstał z krzesła i nakładał na siebie bluzę.
- Hej, a wy dokąd? – przerwałam jego czynność.
- Też już pójdziemy. – dopowiedział brunet.
- To idziemy z wami - spojrzałam na nich.
- Nie – szybko zaprzeczył Ryan. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, dlaczego to powiedział – bo zamówiliście desery i musicie je zjeść- odpowiedział na moją minę.
- Okej, więc zostajemy – powiedziałam zrezygnowana. Pożegnałam się z nimi i zajęłam moje miejsce przy stole.
- No więc…. – zaczęłam ale nie wiedziałam co powiedzieć – może opowiesz mi coś o sobie? – ciągnęłam dalej. Robiłam to tylko po to by uniknąć niezręcznej ciszy, ale z drugiej strony chciałam coś o nim wiedzieć.
- A więc, co takiego chcesz się dowiedzieć? – odpowiedział pytaniem na pytanie. W sumie to sama nie wiedziałam co chcę usłyszeć na temat jego osoby, więc bez dłuższego namysłu odpowiedziałam:
- Wszystko… najlepiej jak opowiesz mi wszystko.
Widziałam niezadowolenie w jego oczach z tego powodu. Nie wiedziałam tylko czy nie chciał abym poznała prawdę a może nad zwyczajniej nie miał ochoty na rozmowy o sobie. Trudno już to powiedziałam. Chłopak wziął kęs swojego deseru, przełknął i zaczął opowiadać o sobie. Miał naprawdę ciekawą historię. Dowiedziałam się, że jego rodzice się rozwiedli, a teraz znowu próbują się zejść, powiedział o swoim rodzeństwie przyrodnim. W sumie to fajne dzieciaki. Nie wiem czemu mówi o nich potwory, ale mówi to w taki uroczy sposób, że w jego głosie czuje się miłość do tych dzieciaków. Gdy kończył swoją opowieść przerwał mu dzwonek mojego telefonu. Przeprosiłam go i odeszłam kawałek by móc spokojnie porozmawiać. Dzwoniła mama. Muszę koniecznie wracać do domu, bo wrócili z wyjazdu służbowego a nie mają kluczu i czekają pod domem a za 2 godziny mają kolejne spotkanie. Wróciłam do stolika przy którym siedziało największe ciacho z okolicy. Opowiedziałam mu o tym, że musze wracać do domu i zaproponowałam, aby dokończył swoją opowieść w drodze powrotnej. Zgodził się na taki układ, wstał, założył bluzę i wyszliśmy z budynku. Drogę przebyliśmy znacznie szybciej niż idąc w przeciwną stronę, ale mimo to dotarł swoją historią aż do końca. Znowu kolejne newsy. Otóż wyznał mi, że gra na kilku instrumentach, śpiewa i tańczy. Nigdy bym się czegoś takiego nie spodziewała po nim. Ale najciekawsze jest to, że powiedział mi o swoich filmikach na youtubie. Obiecałam mu, że jak zajdę do domu to wszystkie obejrzę. Ta obietnica nie musiała czekać długo na realizację. W chwili przysięgi staliśmy obok mojej bramy. Powiedziałam mu, że rodzice stoją pod drzwiami i nie chciałabym, aby zobaczyli mnie samą w towarzystwie nieznanego im chłopaka. Wytłumaczyłam mu, że za wszelką cenę chce uniknąć pytań typu: „To Twój chłopak?” „Od kiedy jesteście razem?’’. Na to odpowiedział mi ciepłym uśmiechem i niespodziewanie przytulił mnie do swojego gorącego ciała. Mimo chęci pozostania w jego ramionach aż do śmierci oderwałam się od niego nie pozwalając aby moi rodzice długo na mnie czekali. Widziałam smutek w jego oczach, uśmiechnęłam się do niego pocieszając go choć troszkę. Odpowiedział tym samym i zaczął się oddalać. Wydusiłam z siebie: Do zobaczenia! Na co odmachał mi słodko jak malutkie dziecko. Szłam dalej na swoją posesję i ujrzałam rodziców. Byli wściekli, że tak długo na mnie czekali. Ale co mnie to obchodzi, to oni zapomnieli kluczy. Wchodząc do domu dodali kilka niepotrzebnych komentarzy. Zignorowałam ich i poszłam na górę. Widok który zobaczyłam zamurował mnie.
***

Przepraszam, ze taki krotki, ale nie mialam weny. Komentujcie !!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz