środa, 2 lipca 2014

Rozdział 2

Błądziliśmy po alejkach sklepowych w poszukiwaniu czegoś co jeszcze by się nam przydało. Znudzeni i zmęczeni tymi zakupami udaliśmy się do kasy. Justin pomógł wyłożyć mi wszystko na ladę przesyłając przy tym kilka uśmiechów. Zagapiłam się na niego i nawet nie wiedziałam kiedy kobieta o imieniu Megan, bo tak miała na plakietce wszystko policzyła i kazała mi zapłacić. Ja nadal wlepiałam w niego swoje spojrzenie przez co wywołałam śmiech moich przyjaciół i Justina. Wtopa! Pomyślałam, zapłaciłam za zakupy i szłam za nimi ku wyjściu. Chłopaki sprawnie włożyli zakupy do bagażnika i zajęli swoje miejsca w aucie. Odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę domu co raz spoglądając we wsteczne lusterko w którym widziałam Justina.
- Patrz na drogę, bo się rozbijemy – Przerwał ciszę Chris, na co lekko się speszyłam. Nie odpowiedziałam nic. Całą drogę przebyliśmy w ciszy. Pod domem, zanim wyłączyłam silnik rozkazałam chłopakom by wzięli zakupy, a wraz z dziewczynami poszłyśmy otworzyć im drzwi. Gdy wszyscy weszli do domu cofnęłam się i nadusiłam dwa guziki od pilota, jednym zamknęłam bramę, zaś drugim samochód. Weszłam do domu i wydałam głośny okrzyk:

-Imprezę czas zacząć!!!- na to wszyscy zareagowali pozytywnie. Wszystkie zakupy przenieśliśmy do salonu, przekładając je wcześniej do jakiś naczyń. Włączyłam telewizor, włączyłam muzykę, chłopaki podłączyli kilka głośników pod telewizor. Teraz było to wszystko czego potrzebowałam: przyjaciele, muzyka, alkohol i oczywiście lawina żelków. To jest to co kocham. Wszyscy równocześnie zaczęliśmy sączyć nasze piwo. Gdy kończyłam pić już drugie muzyka porwała moje nogi do tańca. Wyszłam na środek pokoju i zaczęłam się w miarę seksownie poruszać. Nie musiałam długo czekać, bo za chwilę dołączyły do mnie dziewczyny. Chłopcy bacznie się nam przyglądali. Czułam się nie zręcznie więc podeszłam do nich i wyciągnęłam ich na „parkiet”. Całkiem nieźle się ruszali. Hahaha tak wiem jestem już nawalona, ale to nie znaczy, że nie mogę się zabawić. Nagle z głośników zaczęła wydobywać się powolna melodia. Wszyscy się porozchodzili a ja właśnie chciałam zatańczyć wolnego. Ale cóż nikt nie chciał to nie będę się napraszać. Usiadłam między Ryanem a Kelsey i chwyciłam trzecie piwo nadpijając do połowy butelki. Nie wiem czemu i jak, ale Justin kończył dopiero pierwsze. Przecież powinien się wyluzować. Dobra, jego sprawa, nie będę się wtrącała. Nagle ni stąd nie z owąd naszła mnie chęć położenia się spać. Nie chciałam wyganiać przyjaciół, więc postanowiłam, że się przemęczę. Przecież dopiero północ pomyślałam. Mój plan się nie powiódł. Nie wytrzymałam i co chwila ziewałam, jakby ktoś mi za to płacił. Moi znajomi to zauważyli i uznali, że pójdą jednak Justin się nie zgodził. Był z nas wszystkich najtrzeźwiejszy, bo wypił tylko 1 piwo a my po 6. Zarządził, że wszyscy mamy posprzątać ten syf wokoło. Niechętnie ale to zrobili. Byłam mu za to bardzo wdzięczna, bo sama nie będę musiała wstawać wcześniej aby ogarnąć ten bajzel. Gdy w domu było już naprawdę czysto zaczęli wychodzić, nie wiem co było dalej, bo zasnęłam na kanapie w salonie, ale dziwnym trafem budząc się znalazłam się w swojej sypialni. Nie wiem skąd się tu wzięłam. Czy sama tu weszłam? Czy ktoś mnie wniósł? Te pytania błądziły w mojej głowie. Szczerze współczuje temu kto mnie wnosił na drugie piętro. Może tego nie widać ale jestem ciężka. Z moich zamyśleń wyrwał mnie dźwięk budzika. Weszłam do łazienki zabierając ze sobą czystą niebieską koronkową bieliznę. Wzięłam zimny prysznic dla orzeźwienia. Wytarłam swoje ciało i ubrałam swoją bieliznę. Jak każdego ranka stałam przed szafą z tym samym problemem co na siebie włożyć. Pamiętałam o tej rozmowie z panem Jonesem, ale nie chciałam odpuścić. Nie mogę pokazać reszcie, że się słucham jakiego starego nauczyciela. Tak też zrobiłam, nałożyłam na siebie wyzywające ubrania, lecz nie tak bardzo jak wczoraj. Makijaż na mojej twarzy też był nieco lżejszy a włosy postanowiłam upiąć w kok. Łatwo, szybko, wygodnie. Byłam już gotowa, więc chwyciłam torbę i zeszłam na dół, gdzie przygotowałam sobie śniadanie. Było wyśmienite, pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Zmyłam brudne naczynia i wyszłam z domu, zamykając je na klucz. Dziś nie byłam w stanie prowadzić auta, a tym bardziej nie dałam rady przejść się pieszo, więc poszłam na przystanek autobusowy. Miałam ogromne szczęście, bo gdy doszłam autobus właśnie podjeżdżał. Weszłam do niego, skasowałam bilet i zajęłam wolne miejsce obok kobiety z małym dzieckiem na rękach. Dwa przystanki dalej wysiadłam i podążałam lekko chwiejnym krokiem do szkoły. Nie mogę dać po sobie poznać, że wczoraj piłam, więc na nos nasunęłam okulary przeciwsłoneczne. Przekroczyłam próg szkoły. Tam zsunęłam okulary, bo nie chcę być brana za debilkę noszącą okulary wewnątrz budynku. Udałam się pod salę 99. Dziś zaczynamy od muzyki, ale spokojnie następny jest angielski. Ciekawe co się wydarzy. Muzyka minęła szybko i bez żadnego problemu. Pani Finkle jest spoko i nigdy się niczego nie czepia. Okej teraz angielski. Udałam się pod salę i usiadłam na ławce obok drzwi od sali anglistycznej. Moją ciszę przerwała wibracja w kieszeni. Przeraziłam się widząc nieznany numer, ale skoro już ten ktoś napisał to sprawdzę to co miał mi do powiedzenia. To co ujrzałam wywołało u mnie uśmiech na twarzy i chyba zaczęłam czuć motyle w brzuchu, lecz moją radość przerwał dzwonek na lekcję angielskiego.

***
Zachęcam wszystkich do komentowania i wyrażania swojej opini.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz