środa, 2 lipca 2014

Rozdział 3

Tak, tak macie racje. Ten SMS napisał Justin. Jego treść wywołała radość. A więc napisał: „ Hej Shawty! Co u Ciebie? Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz i nie masz dużego kaca J swoją drogą jesteś trochę ciężka. Hahahaha żartuję J Mam nadzieję, że do zobaczenia. Justin” Moje myśli błądziły w mojej głowie i w końcu do mnie dotarło jak się znalazłam w łóżku, lecz wciąż głowiłam się skąd on ma mój numer. Postanowiłam mu odpisać zanim przyszedł pan Jones. Szczęście mi dopisywało, o wcisnęłam klawisz ‘’wyślij’’ zanim przyszedł nauczyciel. Bez obaw moje szczęście zakończy się szybciej niż się zaczęło. Znów weszłam ostatnia do klasy, takie deja vu, o pan Jones ponownie wziął mnie na bok i zaczął pouczać, lecz na tym się nie skończyło. Miałam iść do dyrektora. Ok. Dyro mnie lubi, no bo przecież najlepsza uczennica tamtego roku pod względem nauki jak i zachowania nagle wpada w tarapaty. Na pewno to zrozumie i da tylko pouczenie. Całą drogę myślałam o tym co mnie czeka w gabinecie. Lekko zapukałam i w odpowiedzi usłyszałam „Wejść”. Zareagowałam na tą komendę i weszłam do gabinetu dyrektora, przywitałam się z nim i posłałam mu lekki uśmiech.
- Więc co Cię tu sprowadza? – rzekł wolno.
- Pan Jones mnie tu przysłał i kazał przekazać panu tę kartkę- wydukałam.
Przeczytał ją poczym przyjrzał mi się i kazał usiąść na krześle przed nim. Postąpiłam tak jak kazał.
-Co się z Tobą stało?
-Nic a o co chodzi? – starałam się za wszelką cenę uniknąć wyjaśnień zgodnych z prawdą dopóki nie wymyślę czegoś dobrego. Wiem, to dziwne, ale bałam się, że dyrektor mnie wyśmieje.
- Dlaczego się tak ubrałaś do szkoły? – znowu zaczynał swoje, a ja starałam się znaleźć dobrą odpowiedź.
- Nie wiem, po prostu tak wyszło. A coś nie tak z moim ubraniem? – zaczęłam grać na czas.
-Jest zbyt wyzywające i proszę abyś nie nosiła więcej takich ubrań, bo następnym razem skończy się na rozmowie z rodzicami, a teraz zmykaj na lekcje.
Nie wiedziałam co powiedzieć więc pożegnałam się z nim i wyszłam. Całą drogę do klasy myślałam nad tym co powiedział. Rozmowa z rodzicami? To ma być coś czego się boje? Pfff… Oni mają gdzieś mnie i moje życie to czemu ja mam się przejmować tym co oni powiedzą na mój temat. Myślałam, że bardziej mnie postraszy, no nie wiem może wywaleniem ze szkoły. W sumie to byłoby to czego chciałam. Już w tamtym roku szkolnych chciałam przepisać się do szkoły, do której uczęszczają moi przyjaciele, ale rodzice zaczęli gadać, że jak zaczęłam coś to muszę to skończyć bla bla bla. Czemu nagle zaczęli się interesować do jakiej szkoły chodzę, ale z drugiej strony odczepili się ode mnie. Jakiś postęp. Weszłam do klasy, uśmiechnęłam się do nauczyciela, nie był to szczery uśmiech tylko taki, który miał mu pokazać, że zwyciężyłam. Usiadłam do ławki, widać było, że chciał się do mnie przyczepić, ale nie zdążył, bo właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek na przerwę. Kolejne lekcje przebiegały podobnie, nauczyciele chcieli wysyłać mnie do dyrektora, bo myśleli, że wczoraj to jednorazowy wybryk. Odpowiadałam im, że nie ma takiej potrzeby, bo już tam byłam. Widziałam złość w ich oczach z powodu, że nie mogli mi nic zrobić. No i w końcu 13:34 jeszcze tylko minuta i dzwonek oznajmujący koniec lekcji. Odliczałam każdą sekundę. Gdy w końcu usłyszałam upragniony dźwięk wybiegłam z klasy jakby gonił mnie straszny pies. Wyszłam ze szkoły nieco spokojniej. Szłam do domu pieszo. Gdy stanęłam przed drzwiami mojej chaty otworzyłam drzwi i chowając klucz do torby przekroczyłam próg. Zamknęłam drzwi za sobą, przekręciłam zamek, by nikt nie wszedł. Pobiegłam na górę i w mgnieniu oka zrzuciłam z siebie te ciuchy i poszłam pod prysznic. Namydliłam całe ciało żelem truskawkowym tworząc pianę, którą zmyłam ciepłą wodą. Wytarłam ciało miękkim ręcznikiem i podeszłam do lusterka w którym ujrzałam swą wytapetowaną twarz, zmyłam to wszystko z siebie i przeszłam do pokoju. Wzięłam z szuflady bieliznę stanęłam przed szafą i zaczęłam rozmyślać co na siebie założyć. Wybrałam siwe rurki i luźny top z nadrukiem NY. Poprawiłam włosy związując je w niechlujnego koka. Z powrotem podeszłam do lusterka i zrobiłam makijaż, już teraz o wiele lżejszy, bo na twarz nałożyłam trochę podkładu i tusz na rzęsy. Zaczęło mi burczeć w brzuchu. Miałam właśnie wejść do kuchni gdy mój marsz przerwał dzwonek do drzwi. Poszłam je otworzyć i ujrzałam swoich przyjaciół.
- Hej! – powiedziałam do wszystkich, wskazując ręką by weszli do środka. Każdy po kolei wchodzący witał się ze mną przytulasem. A ostatni w kolejce do mojego domu był Justin, którego wcześniej nie zauważyłam. Ani ja, ani on nie wiedzieliśmy co zrobić i jak się przywitać więc w końcu odezwałam się i powiedziałam: Cześć. Odpowiedział mi tym samym i znowu uśmiechnął Siudo mnie tak seksownie. Stop. Nie mogę tak myśleć. Znam go dwa dni i już takie rzeczy wygaduje. Co się ze mną dzieje? Weszłam za nim do salonu gdzie znajdowali się wszyscy.
- Może pójdziemy na miasto?- zaproponowała Kelsey
- Nieeee – od razu zaprzeczyłam przeciągając ostatnią samogłoskę.
- Czemu?- wtrącił Chris i wszyscy na mnie spojrzeli
- Bo nie jadłam dziś nic prócz śniadania. Burczy mi w brzuchu. – w tym czasie gdy skończyłam do mówić odezwał się mój brzuch i wszyscy się zaśmiałi.
-Okej głodomorze, zjedz coś na szybko i idziemy na miasto – dodała Emily
- Ok. Też coś chcecie? – zapytałam spoglądając na wszystkich po kolei gdy mój wzrok zatrzymał się na Justinie, który chyba pożerał mnie wzrokiem i posłał swój nieziemski uśmiech, który odwzajemniłam. Swoją drogą widziałam, że jest najedzony, bo w końcu pożarł mnie. Hahah może tylko patrzył jakiego kluska wnosił po schodach. No dobra, nie jestem takim kluskiem, ważę 54 kg.
- Nie – odpowiedzieli jednogłośnie na co się uśmiechnęłam. Weszłam do kuchni i chwyciłam jabłko. Od razu wzięłam wielkiego gryza wracając do przyjaciół. Patrząc na mnie chyba wyczuli, że już jestem gotowa, by iść z nimi na miasto. Jakby na trzy cztery wstali z kanapy i zaczęli się głośno śmiać. Powiedziałam, by chwilę poczekali, bo skoczę na górę po torbę i buty. Zgodzili się a ja szybko zabrałam co było mi potrzebne i zbiegłam do nich. Założyłam buty, zakluczyłam drzwi i ruszyliśmy w stronę centrum miasta. Całą drogę gadaliśmy, śmieliśmy się i nie wiadomo kiedy doszliśmy w samo centrum miasta. Zajęło nam to około godziny więc mój brzuch znowu zaczął dopominać się jedzenia, na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
- Idziemy na pizze – powiedział Ryan z miną dziecka, które właśnie dostaje zabawkę o której marzyło. Wywołało to w nas śmiech i ruszyliśmy do pizzerii. Weszliśmy i zaczęliśmy się rozglądać w poszukiwaniu wolnego stolika dla sześciu osób. W końcu znaleźliśmy coś dla siebie i usiedliśmy. Przeglądając karty siedzieliśmy w błogiej ciszy. Wtem Chris powiedział, którą pizze koniecznie musimy zamówić. Zgodziliśmy się. Wzięliśmy największą jaka była, choć i tak uważam, że była dla nas za mała. Z moich zamyśleń wyrwało mnie dotknięcie pod stołem mojej stopy. Spojrzałam przez siebie i ujrzałam przed sobą speszonego Justina z głową pochyloną w dół. Smyrnęłam jego nogę zmuszając go by na mnie spojrzał. Powiedziałam bezgłośnie „Nie wstydź się, mi też czasem się to zdarza” i się uśmiechnęłam w jego kierunku. Jak zwykle odwzajemnił. Znów poczułam jak motyle opanowują mój brzuch. To normalne prawda?

***

Jeśli Wam się podoba to proszę rozsyłajcie ten blog znajomym. Zapraszam do komentowania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz