Tak,
tak macie racje. Ten SMS napisał Justin. Jego treść wywołała radość. A więc
napisał: „ Hej Shawty! Co u Ciebie? Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz i
nie masz dużego kaca J
swoją drogą jesteś trochę ciężka. Hahahaha żartuję J Mam nadzieję, że do zobaczenia.
Justin” Moje myśli błądziły w mojej głowie i w końcu do mnie dotarło jak się
znalazłam w łóżku, lecz wciąż głowiłam się skąd on ma mój numer. Postanowiłam
mu odpisać zanim przyszedł pan Jones. Szczęście mi dopisywało, o wcisnęłam
klawisz ‘’wyślij’’ zanim przyszedł nauczyciel. Bez obaw moje szczęście zakończy
się szybciej niż się zaczęło. Znów weszłam ostatnia do klasy, takie deja vu, o
pan Jones ponownie wziął mnie na bok i zaczął pouczać, lecz na tym się nie
skończyło. Miałam iść do dyrektora. Ok. Dyro mnie lubi, no bo przecież
najlepsza uczennica tamtego roku pod względem nauki jak i zachowania nagle
wpada w tarapaty. Na pewno to zrozumie i da tylko pouczenie. Całą drogę
myślałam o tym co mnie czeka w gabinecie. Lekko zapukałam i w odpowiedzi
usłyszałam „Wejść”. Zareagowałam na tą komendę i weszłam do gabinetu dyrektora,
przywitałam się z nim i posłałam mu lekki uśmiech.
- Więc
co Cię tu sprowadza? – rzekł wolno.
- Pan
Jones mnie tu przysłał i kazał przekazać panu tę kartkę- wydukałam.
Przeczytał
ją poczym przyjrzał mi się i kazał usiąść na krześle przed nim. Postąpiłam tak
jak kazał.
-Co się
z Tobą stało?
-Nic a
o co chodzi? – starałam się za wszelką cenę uniknąć wyjaśnień zgodnych z prawdą
dopóki nie wymyślę czegoś dobrego. Wiem, to dziwne, ale bałam się, że dyrektor
mnie wyśmieje.
-
Dlaczego się tak ubrałaś do szkoły? – znowu zaczynał swoje, a ja starałam się
znaleźć dobrą odpowiedź.
- Nie
wiem, po prostu tak wyszło. A coś nie tak z moim ubraniem? – zaczęłam grać na
czas.
-Jest
zbyt wyzywające i proszę abyś nie nosiła więcej takich ubrań, bo następnym
razem skończy się na rozmowie z rodzicami, a teraz zmykaj na lekcje.
Nie
wiedziałam co powiedzieć więc pożegnałam się z nim i wyszłam. Całą drogę do
klasy myślałam nad tym co powiedział. Rozmowa z rodzicami? To ma być coś czego
się boje? Pfff… Oni mają gdzieś mnie i moje życie to czemu ja mam się
przejmować tym co oni powiedzą na mój temat. Myślałam, że bardziej mnie
postraszy, no nie wiem może wywaleniem ze szkoły. W sumie to byłoby to czego
chciałam. Już w tamtym roku szkolnych chciałam przepisać się do szkoły, do
której uczęszczają moi przyjaciele, ale rodzice zaczęli gadać, że jak zaczęłam
coś to muszę to skończyć bla bla bla. Czemu nagle zaczęli się interesować do
jakiej szkoły chodzę, ale z drugiej strony odczepili się ode mnie. Jakiś
postęp. Weszłam do klasy, uśmiechnęłam się do nauczyciela, nie był to szczery
uśmiech tylko taki, który miał mu pokazać, że zwyciężyłam. Usiadłam do ławki,
widać było, że chciał się do mnie przyczepić, ale nie zdążył, bo właśnie w tej
chwili zadzwonił dzwonek na przerwę. Kolejne lekcje przebiegały podobnie,
nauczyciele chcieli wysyłać mnie do dyrektora, bo myśleli, że wczoraj to
jednorazowy wybryk. Odpowiadałam im, że nie ma takiej potrzeby, bo już tam
byłam. Widziałam złość w ich oczach z powodu, że nie mogli mi nic zrobić. No i
w końcu 13:34 jeszcze tylko minuta i dzwonek oznajmujący koniec lekcji.
Odliczałam każdą sekundę. Gdy w końcu usłyszałam upragniony dźwięk wybiegłam z
klasy jakby gonił mnie straszny pies. Wyszłam ze szkoły nieco spokojniej. Szłam
do domu pieszo. Gdy stanęłam przed drzwiami mojej chaty otworzyłam drzwi i
chowając klucz do torby przekroczyłam próg. Zamknęłam drzwi za sobą,
przekręciłam zamek, by nikt nie wszedł. Pobiegłam na górę i w mgnieniu oka
zrzuciłam z siebie te ciuchy i poszłam pod prysznic. Namydliłam całe ciało
żelem truskawkowym tworząc pianę, którą zmyłam ciepłą wodą. Wytarłam ciało
miękkim ręcznikiem i podeszłam do lusterka w którym ujrzałam swą wytapetowaną
twarz, zmyłam to wszystko z siebie i przeszłam do pokoju. Wzięłam z szuflady
bieliznę stanęłam przed szafą i zaczęłam rozmyślać co na siebie założyć.
Wybrałam siwe rurki i luźny top z nadrukiem NY. Poprawiłam włosy związując je w
niechlujnego koka. Z powrotem podeszłam do lusterka i zrobiłam makijaż, już
teraz o wiele lżejszy, bo na twarz nałożyłam trochę podkładu i tusz na rzęsy.
Zaczęło mi burczeć w brzuchu. Miałam właśnie wejść do kuchni gdy mój marsz
przerwał dzwonek do drzwi. Poszłam je otworzyć i ujrzałam swoich przyjaciół.
- Hej!
– powiedziałam do wszystkich, wskazując ręką by weszli do środka. Każdy po
kolei wchodzący witał się ze mną przytulasem. A ostatni w kolejce do mojego
domu był Justin, którego wcześniej nie zauważyłam. Ani ja, ani on nie wiedzieliśmy
co zrobić i jak się przywitać więc w końcu odezwałam się i powiedziałam: Cześć.
Odpowiedział mi tym samym i znowu uśmiechnął Siudo mnie tak seksownie. Stop.
Nie mogę tak myśleć. Znam go dwa dni i już takie rzeczy wygaduje. Co się ze mną
dzieje? Weszłam za nim do salonu gdzie znajdowali się wszyscy.
- Może
pójdziemy na miasto?- zaproponowała Kelsey
-
Nieeee – od razu zaprzeczyłam przeciągając ostatnią samogłoskę.
-
Czemu?- wtrącił Chris i wszyscy na mnie spojrzeli
- Bo
nie jadłam dziś nic prócz śniadania. Burczy mi w brzuchu. – w tym czasie gdy
skończyłam do mówić odezwał się mój brzuch i wszyscy się zaśmiałi.
-Okej
głodomorze, zjedz coś na szybko i idziemy na miasto – dodała Emily
- Ok.
Też coś chcecie? – zapytałam spoglądając na wszystkich po kolei gdy mój wzrok
zatrzymał się na Justinie, który chyba pożerał mnie wzrokiem i posłał swój
nieziemski uśmiech, który odwzajemniłam. Swoją drogą widziałam, że jest
najedzony, bo w końcu pożarł mnie. Hahah może tylko patrzył jakiego kluska
wnosił po schodach. No dobra, nie jestem takim kluskiem, ważę 54 kg.
- Nie –
odpowiedzieli jednogłośnie na co się uśmiechnęłam. Weszłam do kuchni i
chwyciłam jabłko. Od razu wzięłam wielkiego gryza wracając do przyjaciół.
Patrząc na mnie chyba wyczuli, że już jestem gotowa, by iść z nimi na miasto.
Jakby na trzy cztery wstali z kanapy i zaczęli się głośno śmiać. Powiedziałam,
by chwilę poczekali, bo skoczę na górę po torbę i buty. Zgodzili się a ja
szybko zabrałam co było mi potrzebne i zbiegłam do nich. Założyłam buty, zakluczyłam
drzwi i ruszyliśmy w stronę centrum miasta. Całą drogę gadaliśmy, śmieliśmy się
i nie wiadomo kiedy doszliśmy w samo centrum miasta. Zajęło nam to około
godziny więc mój brzuch znowu zaczął dopominać się jedzenia, na co wszyscy
wybuchliśmy śmiechem.
-
Idziemy na pizze – powiedział Ryan z miną dziecka, które właśnie dostaje
zabawkę o której marzyło. Wywołało to w nas śmiech i ruszyliśmy do pizzerii.
Weszliśmy i zaczęliśmy się rozglądać w poszukiwaniu wolnego stolika dla sześciu
osób. W końcu znaleźliśmy coś dla siebie i usiedliśmy. Przeglądając karty
siedzieliśmy w błogiej ciszy. Wtem Chris powiedział, którą pizze koniecznie
musimy zamówić. Zgodziliśmy się. Wzięliśmy największą jaka była, choć i tak
uważam, że była dla nas za mała. Z moich zamyśleń wyrwało mnie dotknięcie pod
stołem mojej stopy. Spojrzałam przez siebie i ujrzałam przed sobą speszonego
Justina z głową pochyloną w dół. Smyrnęłam jego nogę zmuszając go by na mnie
spojrzał. Powiedziałam bezgłośnie „Nie wstydź się, mi też czasem się to zdarza”
i się uśmiechnęłam w jego kierunku. Jak zwykle odwzajemnił. Znów poczułam jak
motyle opanowują mój brzuch. To normalne prawda?
***
Jeśli Wam się podoba to proszę rozsyłajcie ten blog znajomym. Zapraszam do komentowania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz