czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 4

 Od tamtego momentu patrzyliśmy sobie w oczy. Żaden z naszych przyjaciół tego nie zauważył, bo wszyscy byli zajęci wybieraniem napoju z MENU. Wracając do jego oczu to są czekoladowo brązowe i szczerze to czułam jakbym utonęła w morzu pełnym czekolady. Naszą sielankę przerwał Chris oznajmujący głośno jaki napój sobie wybrał. Wszyscy postąpili podobnie więc i ja podałam szybko nazwę jakiegoś napoju tak aby niczego się nie domyślili. Po nie dużym odstępie czasowym na nasz stół dotarła ogromna pizza. Uradowani z takiego widoku łapnęliśmy po kawałku kładąc go sobie na talerz. Wzięliśmy do ręki sztućce i w milczeniu pałaszowaliśmy danie. Gdy wszystkie talerze były już puste z kieszeni Emily rozbiegł się donośny dźwięk. Przeprosiła i wyszła. Rozmawialiśmy w tym czasie o wszystkim i o niczym. Naszą rozmowę przerwała wracająca do nas Em. Oznajmiła, że musi wracać do domu, bo jeden z jej braci złamał nogę a ona musi zająć się pozostałym rodzeństwem. Współczuję jej. Cieszę się, że nie mam rodzeństwa. Zawsze wszystko jest tylko dla mnie. Wracając do naszego pobytu w restauracji. Ryan zaproponował, że ją odprowadzi. Do wyjścia była gotowa również Kelsey i nie zwlekając dłużej Chris powstał z krzesła i nakładał na siebie bluzę.
- Hej, a wy dokąd? – przerwałam jego czynność.
- Też już pójdziemy. – dopowiedział brunet.
- To idziemy z wami - spojrzałam na nich.
- Nie – szybko zaprzeczył Ryan. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, dlaczego to powiedział – bo zamówiliście desery i musicie je zjeść- odpowiedział na moją minę.
- Okej, więc zostajemy – powiedziałam zrezygnowana. Pożegnałam się z nimi i zajęłam moje miejsce przy stole.
- No więc…. – zaczęłam ale nie wiedziałam co powiedzieć – może opowiesz mi coś o sobie? – ciągnęłam dalej. Robiłam to tylko po to by uniknąć niezręcznej ciszy, ale z drugiej strony chciałam coś o nim wiedzieć.
- A więc, co takiego chcesz się dowiedzieć? – odpowiedział pytaniem na pytanie. W sumie to sama nie wiedziałam co chcę usłyszeć na temat jego osoby, więc bez dłuższego namysłu odpowiedziałam:
- Wszystko… najlepiej jak opowiesz mi wszystko.
Widziałam niezadowolenie w jego oczach z tego powodu. Nie wiedziałam tylko czy nie chciał abym poznała prawdę a może nad zwyczajniej nie miał ochoty na rozmowy o sobie. Trudno już to powiedziałam. Chłopak wziął kęs swojego deseru, przełknął i zaczął opowiadać o sobie. Miał naprawdę ciekawą historię. Dowiedziałam się, że jego rodzice się rozwiedli, a teraz znowu próbują się zejść, powiedział o swoim rodzeństwie przyrodnim. W sumie to fajne dzieciaki. Nie wiem czemu mówi o nich potwory, ale mówi to w taki uroczy sposób, że w jego głosie czuje się miłość do tych dzieciaków. Gdy kończył swoją opowieść przerwał mu dzwonek mojego telefonu. Przeprosiłam go i odeszłam kawałek by móc spokojnie porozmawiać. Dzwoniła mama. Muszę koniecznie wracać do domu, bo wrócili z wyjazdu służbowego a nie mają kluczu i czekają pod domem a za 2 godziny mają kolejne spotkanie. Wróciłam do stolika przy którym siedziało największe ciacho z okolicy. Opowiedziałam mu o tym, że musze wracać do domu i zaproponowałam, aby dokończył swoją opowieść w drodze powrotnej. Zgodził się na taki układ, wstał, założył bluzę i wyszliśmy z budynku. Drogę przebyliśmy znacznie szybciej niż idąc w przeciwną stronę, ale mimo to dotarł swoją historią aż do końca. Znowu kolejne newsy. Otóż wyznał mi, że gra na kilku instrumentach, śpiewa i tańczy. Nigdy bym się czegoś takiego nie spodziewała po nim. Ale najciekawsze jest to, że powiedział mi o swoich filmikach na youtubie. Obiecałam mu, że jak zajdę do domu to wszystkie obejrzę. Ta obietnica nie musiała czekać długo na realizację. W chwili przysięgi staliśmy obok mojej bramy. Powiedziałam mu, że rodzice stoją pod drzwiami i nie chciałabym, aby zobaczyli mnie samą w towarzystwie nieznanego im chłopaka. Wytłumaczyłam mu, że za wszelką cenę chce uniknąć pytań typu: „To Twój chłopak?” „Od kiedy jesteście razem?’’. Na to odpowiedział mi ciepłym uśmiechem i niespodziewanie przytulił mnie do swojego gorącego ciała. Mimo chęci pozostania w jego ramionach aż do śmierci oderwałam się od niego nie pozwalając aby moi rodzice długo na mnie czekali. Widziałam smutek w jego oczach, uśmiechnęłam się do niego pocieszając go choć troszkę. Odpowiedział tym samym i zaczął się oddalać. Wydusiłam z siebie: Do zobaczenia! Na co odmachał mi słodko jak malutkie dziecko. Szłam dalej na swoją posesję i ujrzałam rodziców. Byli wściekli, że tak długo na mnie czekali. Ale co mnie to obchodzi, to oni zapomnieli kluczy. Wchodząc do domu dodali kilka niepotrzebnych komentarzy. Zignorowałam ich i poszłam na górę. Widok który zobaczyłam zamurował mnie.
***

Przepraszam, ze taki krotki, ale nie mialam weny. Komentujcie !!!

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 3

Tak, tak macie racje. Ten SMS napisał Justin. Jego treść wywołała radość. A więc napisał: „ Hej Shawty! Co u Ciebie? Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz i nie masz dużego kaca J swoją drogą jesteś trochę ciężka. Hahahaha żartuję J Mam nadzieję, że do zobaczenia. Justin” Moje myśli błądziły w mojej głowie i w końcu do mnie dotarło jak się znalazłam w łóżku, lecz wciąż głowiłam się skąd on ma mój numer. Postanowiłam mu odpisać zanim przyszedł pan Jones. Szczęście mi dopisywało, o wcisnęłam klawisz ‘’wyślij’’ zanim przyszedł nauczyciel. Bez obaw moje szczęście zakończy się szybciej niż się zaczęło. Znów weszłam ostatnia do klasy, takie deja vu, o pan Jones ponownie wziął mnie na bok i zaczął pouczać, lecz na tym się nie skończyło. Miałam iść do dyrektora. Ok. Dyro mnie lubi, no bo przecież najlepsza uczennica tamtego roku pod względem nauki jak i zachowania nagle wpada w tarapaty. Na pewno to zrozumie i da tylko pouczenie. Całą drogę myślałam o tym co mnie czeka w gabinecie. Lekko zapukałam i w odpowiedzi usłyszałam „Wejść”. Zareagowałam na tą komendę i weszłam do gabinetu dyrektora, przywitałam się z nim i posłałam mu lekki uśmiech.
- Więc co Cię tu sprowadza? – rzekł wolno.
- Pan Jones mnie tu przysłał i kazał przekazać panu tę kartkę- wydukałam.
Przeczytał ją poczym przyjrzał mi się i kazał usiąść na krześle przed nim. Postąpiłam tak jak kazał.
-Co się z Tobą stało?
-Nic a o co chodzi? – starałam się za wszelką cenę uniknąć wyjaśnień zgodnych z prawdą dopóki nie wymyślę czegoś dobrego. Wiem, to dziwne, ale bałam się, że dyrektor mnie wyśmieje.
- Dlaczego się tak ubrałaś do szkoły? – znowu zaczynał swoje, a ja starałam się znaleźć dobrą odpowiedź.
- Nie wiem, po prostu tak wyszło. A coś nie tak z moim ubraniem? – zaczęłam grać na czas.
-Jest zbyt wyzywające i proszę abyś nie nosiła więcej takich ubrań, bo następnym razem skończy się na rozmowie z rodzicami, a teraz zmykaj na lekcje.
Nie wiedziałam co powiedzieć więc pożegnałam się z nim i wyszłam. Całą drogę do klasy myślałam nad tym co powiedział. Rozmowa z rodzicami? To ma być coś czego się boje? Pfff… Oni mają gdzieś mnie i moje życie to czemu ja mam się przejmować tym co oni powiedzą na mój temat. Myślałam, że bardziej mnie postraszy, no nie wiem może wywaleniem ze szkoły. W sumie to byłoby to czego chciałam. Już w tamtym roku szkolnych chciałam przepisać się do szkoły, do której uczęszczają moi przyjaciele, ale rodzice zaczęli gadać, że jak zaczęłam coś to muszę to skończyć bla bla bla. Czemu nagle zaczęli się interesować do jakiej szkoły chodzę, ale z drugiej strony odczepili się ode mnie. Jakiś postęp. Weszłam do klasy, uśmiechnęłam się do nauczyciela, nie był to szczery uśmiech tylko taki, który miał mu pokazać, że zwyciężyłam. Usiadłam do ławki, widać było, że chciał się do mnie przyczepić, ale nie zdążył, bo właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek na przerwę. Kolejne lekcje przebiegały podobnie, nauczyciele chcieli wysyłać mnie do dyrektora, bo myśleli, że wczoraj to jednorazowy wybryk. Odpowiadałam im, że nie ma takiej potrzeby, bo już tam byłam. Widziałam złość w ich oczach z powodu, że nie mogli mi nic zrobić. No i w końcu 13:34 jeszcze tylko minuta i dzwonek oznajmujący koniec lekcji. Odliczałam każdą sekundę. Gdy w końcu usłyszałam upragniony dźwięk wybiegłam z klasy jakby gonił mnie straszny pies. Wyszłam ze szkoły nieco spokojniej. Szłam do domu pieszo. Gdy stanęłam przed drzwiami mojej chaty otworzyłam drzwi i chowając klucz do torby przekroczyłam próg. Zamknęłam drzwi za sobą, przekręciłam zamek, by nikt nie wszedł. Pobiegłam na górę i w mgnieniu oka zrzuciłam z siebie te ciuchy i poszłam pod prysznic. Namydliłam całe ciało żelem truskawkowym tworząc pianę, którą zmyłam ciepłą wodą. Wytarłam ciało miękkim ręcznikiem i podeszłam do lusterka w którym ujrzałam swą wytapetowaną twarz, zmyłam to wszystko z siebie i przeszłam do pokoju. Wzięłam z szuflady bieliznę stanęłam przed szafą i zaczęłam rozmyślać co na siebie założyć. Wybrałam siwe rurki i luźny top z nadrukiem NY. Poprawiłam włosy związując je w niechlujnego koka. Z powrotem podeszłam do lusterka i zrobiłam makijaż, już teraz o wiele lżejszy, bo na twarz nałożyłam trochę podkładu i tusz na rzęsy. Zaczęło mi burczeć w brzuchu. Miałam właśnie wejść do kuchni gdy mój marsz przerwał dzwonek do drzwi. Poszłam je otworzyć i ujrzałam swoich przyjaciół.
- Hej! – powiedziałam do wszystkich, wskazując ręką by weszli do środka. Każdy po kolei wchodzący witał się ze mną przytulasem. A ostatni w kolejce do mojego domu był Justin, którego wcześniej nie zauważyłam. Ani ja, ani on nie wiedzieliśmy co zrobić i jak się przywitać więc w końcu odezwałam się i powiedziałam: Cześć. Odpowiedział mi tym samym i znowu uśmiechnął Siudo mnie tak seksownie. Stop. Nie mogę tak myśleć. Znam go dwa dni i już takie rzeczy wygaduje. Co się ze mną dzieje? Weszłam za nim do salonu gdzie znajdowali się wszyscy.
- Może pójdziemy na miasto?- zaproponowała Kelsey
- Nieeee – od razu zaprzeczyłam przeciągając ostatnią samogłoskę.
- Czemu?- wtrącił Chris i wszyscy na mnie spojrzeli
- Bo nie jadłam dziś nic prócz śniadania. Burczy mi w brzuchu. – w tym czasie gdy skończyłam do mówić odezwał się mój brzuch i wszyscy się zaśmiałi.
-Okej głodomorze, zjedz coś na szybko i idziemy na miasto – dodała Emily
- Ok. Też coś chcecie? – zapytałam spoglądając na wszystkich po kolei gdy mój wzrok zatrzymał się na Justinie, który chyba pożerał mnie wzrokiem i posłał swój nieziemski uśmiech, który odwzajemniłam. Swoją drogą widziałam, że jest najedzony, bo w końcu pożarł mnie. Hahah może tylko patrzył jakiego kluska wnosił po schodach. No dobra, nie jestem takim kluskiem, ważę 54 kg.
- Nie – odpowiedzieli jednogłośnie na co się uśmiechnęłam. Weszłam do kuchni i chwyciłam jabłko. Od razu wzięłam wielkiego gryza wracając do przyjaciół. Patrząc na mnie chyba wyczuli, że już jestem gotowa, by iść z nimi na miasto. Jakby na trzy cztery wstali z kanapy i zaczęli się głośno śmiać. Powiedziałam, by chwilę poczekali, bo skoczę na górę po torbę i buty. Zgodzili się a ja szybko zabrałam co było mi potrzebne i zbiegłam do nich. Założyłam buty, zakluczyłam drzwi i ruszyliśmy w stronę centrum miasta. Całą drogę gadaliśmy, śmieliśmy się i nie wiadomo kiedy doszliśmy w samo centrum miasta. Zajęło nam to około godziny więc mój brzuch znowu zaczął dopominać się jedzenia, na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
- Idziemy na pizze – powiedział Ryan z miną dziecka, które właśnie dostaje zabawkę o której marzyło. Wywołało to w nas śmiech i ruszyliśmy do pizzerii. Weszliśmy i zaczęliśmy się rozglądać w poszukiwaniu wolnego stolika dla sześciu osób. W końcu znaleźliśmy coś dla siebie i usiedliśmy. Przeglądając karty siedzieliśmy w błogiej ciszy. Wtem Chris powiedział, którą pizze koniecznie musimy zamówić. Zgodziliśmy się. Wzięliśmy największą jaka była, choć i tak uważam, że była dla nas za mała. Z moich zamyśleń wyrwało mnie dotknięcie pod stołem mojej stopy. Spojrzałam przez siebie i ujrzałam przed sobą speszonego Justina z głową pochyloną w dół. Smyrnęłam jego nogę zmuszając go by na mnie spojrzał. Powiedziałam bezgłośnie „Nie wstydź się, mi też czasem się to zdarza” i się uśmiechnęłam w jego kierunku. Jak zwykle odwzajemnił. Znów poczułam jak motyle opanowują mój brzuch. To normalne prawda?

***

Jeśli Wam się podoba to proszę rozsyłajcie ten blog znajomym. Zapraszam do komentowania. 

Rozdział 2

Błądziliśmy po alejkach sklepowych w poszukiwaniu czegoś co jeszcze by się nam przydało. Znudzeni i zmęczeni tymi zakupami udaliśmy się do kasy. Justin pomógł wyłożyć mi wszystko na ladę przesyłając przy tym kilka uśmiechów. Zagapiłam się na niego i nawet nie wiedziałam kiedy kobieta o imieniu Megan, bo tak miała na plakietce wszystko policzyła i kazała mi zapłacić. Ja nadal wlepiałam w niego swoje spojrzenie przez co wywołałam śmiech moich przyjaciół i Justina. Wtopa! Pomyślałam, zapłaciłam za zakupy i szłam za nimi ku wyjściu. Chłopaki sprawnie włożyli zakupy do bagażnika i zajęli swoje miejsca w aucie. Odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę domu co raz spoglądając we wsteczne lusterko w którym widziałam Justina.
- Patrz na drogę, bo się rozbijemy – Przerwał ciszę Chris, na co lekko się speszyłam. Nie odpowiedziałam nic. Całą drogę przebyliśmy w ciszy. Pod domem, zanim wyłączyłam silnik rozkazałam chłopakom by wzięli zakupy, a wraz z dziewczynami poszłyśmy otworzyć im drzwi. Gdy wszyscy weszli do domu cofnęłam się i nadusiłam dwa guziki od pilota, jednym zamknęłam bramę, zaś drugim samochód. Weszłam do domu i wydałam głośny okrzyk:

-Imprezę czas zacząć!!!- na to wszyscy zareagowali pozytywnie. Wszystkie zakupy przenieśliśmy do salonu, przekładając je wcześniej do jakiś naczyń. Włączyłam telewizor, włączyłam muzykę, chłopaki podłączyli kilka głośników pod telewizor. Teraz było to wszystko czego potrzebowałam: przyjaciele, muzyka, alkohol i oczywiście lawina żelków. To jest to co kocham. Wszyscy równocześnie zaczęliśmy sączyć nasze piwo. Gdy kończyłam pić już drugie muzyka porwała moje nogi do tańca. Wyszłam na środek pokoju i zaczęłam się w miarę seksownie poruszać. Nie musiałam długo czekać, bo za chwilę dołączyły do mnie dziewczyny. Chłopcy bacznie się nam przyglądali. Czułam się nie zręcznie więc podeszłam do nich i wyciągnęłam ich na „parkiet”. Całkiem nieźle się ruszali. Hahaha tak wiem jestem już nawalona, ale to nie znaczy, że nie mogę się zabawić. Nagle z głośników zaczęła wydobywać się powolna melodia. Wszyscy się porozchodzili a ja właśnie chciałam zatańczyć wolnego. Ale cóż nikt nie chciał to nie będę się napraszać. Usiadłam między Ryanem a Kelsey i chwyciłam trzecie piwo nadpijając do połowy butelki. Nie wiem czemu i jak, ale Justin kończył dopiero pierwsze. Przecież powinien się wyluzować. Dobra, jego sprawa, nie będę się wtrącała. Nagle ni stąd nie z owąd naszła mnie chęć położenia się spać. Nie chciałam wyganiać przyjaciół, więc postanowiłam, że się przemęczę. Przecież dopiero północ pomyślałam. Mój plan się nie powiódł. Nie wytrzymałam i co chwila ziewałam, jakby ktoś mi za to płacił. Moi znajomi to zauważyli i uznali, że pójdą jednak Justin się nie zgodził. Był z nas wszystkich najtrzeźwiejszy, bo wypił tylko 1 piwo a my po 6. Zarządził, że wszyscy mamy posprzątać ten syf wokoło. Niechętnie ale to zrobili. Byłam mu za to bardzo wdzięczna, bo sama nie będę musiała wstawać wcześniej aby ogarnąć ten bajzel. Gdy w domu było już naprawdę czysto zaczęli wychodzić, nie wiem co było dalej, bo zasnęłam na kanapie w salonie, ale dziwnym trafem budząc się znalazłam się w swojej sypialni. Nie wiem skąd się tu wzięłam. Czy sama tu weszłam? Czy ktoś mnie wniósł? Te pytania błądziły w mojej głowie. Szczerze współczuje temu kto mnie wnosił na drugie piętro. Może tego nie widać ale jestem ciężka. Z moich zamyśleń wyrwał mnie dźwięk budzika. Weszłam do łazienki zabierając ze sobą czystą niebieską koronkową bieliznę. Wzięłam zimny prysznic dla orzeźwienia. Wytarłam swoje ciało i ubrałam swoją bieliznę. Jak każdego ranka stałam przed szafą z tym samym problemem co na siebie włożyć. Pamiętałam o tej rozmowie z panem Jonesem, ale nie chciałam odpuścić. Nie mogę pokazać reszcie, że się słucham jakiego starego nauczyciela. Tak też zrobiłam, nałożyłam na siebie wyzywające ubrania, lecz nie tak bardzo jak wczoraj. Makijaż na mojej twarzy też był nieco lżejszy a włosy postanowiłam upiąć w kok. Łatwo, szybko, wygodnie. Byłam już gotowa, więc chwyciłam torbę i zeszłam na dół, gdzie przygotowałam sobie śniadanie. Było wyśmienite, pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Zmyłam brudne naczynia i wyszłam z domu, zamykając je na klucz. Dziś nie byłam w stanie prowadzić auta, a tym bardziej nie dałam rady przejść się pieszo, więc poszłam na przystanek autobusowy. Miałam ogromne szczęście, bo gdy doszłam autobus właśnie podjeżdżał. Weszłam do niego, skasowałam bilet i zajęłam wolne miejsce obok kobiety z małym dzieckiem na rękach. Dwa przystanki dalej wysiadłam i podążałam lekko chwiejnym krokiem do szkoły. Nie mogę dać po sobie poznać, że wczoraj piłam, więc na nos nasunęłam okulary przeciwsłoneczne. Przekroczyłam próg szkoły. Tam zsunęłam okulary, bo nie chcę być brana za debilkę noszącą okulary wewnątrz budynku. Udałam się pod salę 99. Dziś zaczynamy od muzyki, ale spokojnie następny jest angielski. Ciekawe co się wydarzy. Muzyka minęła szybko i bez żadnego problemu. Pani Finkle jest spoko i nigdy się niczego nie czepia. Okej teraz angielski. Udałam się pod salę i usiadłam na ławce obok drzwi od sali anglistycznej. Moją ciszę przerwała wibracja w kieszeni. Przeraziłam się widząc nieznany numer, ale skoro już ten ktoś napisał to sprawdzę to co miał mi do powiedzenia. To co ujrzałam wywołało u mnie uśmiech na twarzy i chyba zaczęłam czuć motyle w brzuchu, lecz moją radość przerwał dzwonek na lekcję angielskiego.

***
Zachęcam wszystkich do komentowania i wyrażania swojej opini.

wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 1

O nie! Pomyślałam gdy tylko usłyszałam głupie ''Beeep Beeep''. Tylko nie ta durna szkoła. Ale cóż nie ode mnie to zależy. Wstałam, bo miałam dość tego denerwującego dźwięku. Leniwie poszłam do łazienki, wykonałam poranną toaletę. Wróciłam do pokoju zastanawiając się w co się ubrać. Stanęłam przed wielką szafą. Zobaczyłam bluzkę z ogromnym dekoltem i do tego dobrałam spodenki ledwo przysłaniające moją seksi pupę. Dopełniając moją kreację założyłam konwersy i znów wróciłam do łazienki w celu zrobienia ostrego makijażu i nowej fryzury, bo nie oszukujmy się. Ta po spaniu chyba tylko w reklamach jest całkiem okej. Gotowa chwyciłam swoją torbę i zbiegłam po schodach na dół. Trochę mi to zajęło, bo mój pokój jest na drugim piętrze, tak właściwie to całe piętro zajmuję, a kuchnia znajduje się na parterze. Zbiegłam i poczułam zapach świeżych naleśników, które stały na stole a obok nich kartka na której moi rodzice zostawili mi informację: '' Wyjeżdżamy na dwa dni, bo tego wymaga od nas nasza praca. Wiem, ze sobie poradzisz. Pieniądze są tam gdzie zawsze. Dasz radę. Rodzice". Uśmiech nie opuszczał mojej twarzy wraz z myślą, że mam wolną chatę i można będzie trochę zabalować. Hurra! W środku cieszyłam się jak małe dziecko choć na zewnątrz nie okazywałam tego. Zjadłam swoje śniadanie, chwyciłam swoją torbę. Wyszłam z domu zamykając drzwi wejściowe na klucz. Upewniłam się czy aby na pewno drzwi są zamknięte i ruszyłam do szkoły do której miałam co prawda trochę daleko, ale patrząc na zegarek uświadomiłam sobie, że mam dużo czasu i spokojnie zdążę dojść na piechotę. Wsadziłam słuchawki do uszu i włączyłam pierwszą lepszą piosenkę. Nie dostrzegłam nawet gdy znalazłam się pod drzwiami wielkiego budynku zwanego także szkołą. Szarpnęłam za nie i przekroczyłam próg tego durnego liceum. Pocieszałam się, że zostały mi tylko dwa lata tej szkoły. Fajne mi pocieszenie nie? Dwa lata? Ale się cieszę. Sarkazm nie opuszczał mnie od przejścia przez te drzwi. Wchodząc na korytarz usłyszałam gwizdy chłopaków, chyba robili to ze względu na mój widok. Widziałam jak kilka lasek mnie obgadywało lub patrzyło się na mnie jak na jakąś dziwkę. Nie sobie myślą co chcą. Ja wiem swoje i to mi wystarcza. Dalej podążałam samotnie pod klasę w której miały odbyć się moje zajęcia. Tak wiem, każdy na moim miejscu pobiegłby do swojej przyjaciółki, ale ja jej nie mam. Od początku tej szkoły traktowali mnie jak jakiegoś odludka, byłam spokojna, dobrze się uczyłam. Nic dodać nic ująć. Ale w tym roku się zmieniłam. Zamiast ubierać się jak na uczennice przystało wolałam założyć coś wyzywającego, tak by każdy mógł zobaczyć, że nie jestem jakąś szarą myszką siedzącą w kącie. Gdy dotarłam pod klasę numer 78 usiadłam na ławce obok i wysłałam SMS-a moim przyjaciołom uczącym się w innym liceum. Jak już wspomniałam tu nie znalazłam nikogo takiego, ale jak widać ogólnie przyjaciół to mam. Poinformowałam ich o wolnej chacie i kazałam im wpaść do mnie około 16 z alkoholem i czym tam jeszcze chcą. Zadzwonił dzwonek. Chwilę po tym zjawił się nauczyciel angielskiego. Weszłam ostatnia do klasy zapewniając sobie spojrzenia wszystkich uczniów wraz z nauczycielem. Wszyscy byli oszołomieni moim wyglądem. Żeby tak się ubrać. Nauczyciel wziął mnie na stronę i kazał się tak więcej nie ubierać do szkoły, bo jak jeszcze kiedyś mnie tak zobaczy to będę miała problem. Przytaknęłam mu ale w głębi miałam to wszystko w dupie. Nie obchodziło mnie to czy będę miała kłopoty czy nie, może kilka miesięcy temu by tak było, ale nie dziś. Od dzisiaj zaczynam nowe życie. Ciekawe co na to moi przyjaciele. Powinni to zaakceptować, ja jak nie to ich strata. Uśmiechnęłam się do siebie nauczyciel to zobaczył i od razu wycedził.
-Co Cię tak cieszy panno Evans?
-Umm.... Nic, nic- wyrwał mnie z zamyśleń.
Wtem poczułam wibrację w mojej kieszeni. Wiedziałam, że teraz nie mogę tego sprawdzić, bo pan Jones zabrałby mi telefon, a nie mogłam aż tak wiele stracić. Wiem, zmieniłam się, ale nie aż tak aby tyle ryzykować, znając go przeglądałby moje SMS-y na co oczywiście nie pozwolę. Jedyne co mi zostało to czekać do dzwonka. Ok. To tylko 4 minuty. Poczułam kolejną wibrację. Niecierpliwiłam się jeszcze bardziej aż w końcu upragniony czas nastał. Przerwa!!! Wybiegłam z klasy jak poparzona, wyjęłam telefon z kieszeni u odczytałam esa od Emily.
"Hej mała, jasne, że wpadniemy całą paczką; ale pozwolisz że weźniemy ze sobą jeszcze kogoś?"
W mojej głowie przebiegły różne myśli na temat tego kto to może być. Przypomniałam sobie, że mam jeszcze jedną wiadomość i od razu odczytałam z wielkim bananem na twarzy. Kolejny SMS od tego samego nadawcy. " To jak zgadzasz się? Prooooooszę!!! :) Ten chłopak jest trochę nieśmiały i musi w końcu wyluzować. Napisz czy się zgadzasz, bo on nie chce się wpraszać na siłę i takie tam :p"
Nie zastanawiając się dłużej wysłałam jej SMS-a, że tak zgadzam się, niech wpadają wszyscy razem i z tysiąc uśmiechniętych buziek. W kolejnej wiadomości zapytałam jej czy niezłe z niego ciacho i poprosiłam aby nie mówiła reszcie o tym. W odpowiedzi otrzymałam:  "Hahahahha ok. Sama zobaczysz, trochę cierpliwości :d''. No nie, jak ona mogła mi to zrobić. Moją radość i szczęście przerwał dzwonek na lekcję. Była to matematyka, sam przedmiot nie jest taki zły, ale ten nauczyciel, MASAKRA. Trudno, wytrzymam, tyle wytrzymałam to dalej też sobie poradzę. Z tą oto myślą pozostałam do końca zajęć, które minęły szybciej niż się spodziewałam. Wyszłam ze szkoły pośpiesznym krokiem do domu. Chciałam jak najszybciej zdjąć z siebie te ciuchy. Były strasznie nie wygodne. Tak wiem, miałam im powiedzieć o mojej nowej stylówie, ale skoro ma przyjść ktoś jeszcze nie będę tego teraz robiła. Weszłam do domu i szybko pobiegłam na moje piętro i weszłam do swojego pokoju chwytając czarną koronkową bieliznę z mojej komody ruszyłam do łazienki. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic, bo nie mam aż tak dużo czasu na kąpiel. Namydliłam ciało czekoladowym żelem pod prysznic i włosy umyłam truskawkowym szamponem. Spłukałam z siebie utworzoną pianę i wyszłam z pod prysznica wycierając swoje ciało do sucha. Ubrałam swoją bieliznę i poszłam do pokoju, aby się ubrać. Moje plany zepsuł dzwonek do drzwi. Nie zważając na to jak wyglądam poszłam otworzyć drzwi. To byli moi przyjaciele.
- Co wy tu robicie mieliście być około 16? - powiedziałam.
- Hmmm, no nie wiem jest 16.30 - wtrącił Chris, jeden z moich przyjaciół.
- Weź się ubierz bo się podniecę - wtrącił Ryan a ja dopiero się zorientowałam, że jestem w samej bieliżnie.
- Właźcie do salonu ja zaraz do was zejdę - powiedziałam z rumieńcem na twarzy. Wbiegłam na górę najszybciej jak to możliwe i ubrałam luźną koszulkę i szorty juz nie tak krótkie jak do szkoły. Zrobiłam lekki makijaż i ogarnęłam włosy. Zeszłam do salonu gdzie wszyscy siedzieli wpatrzeni w telewizor co doprowadziło mnie do śmiechu. Rozejrzałam się po pokoju i na fotelu siedział ten nowy, nie wiem jak miał na imię, bo się nie przedstawił. Posłałam do niego ciepły uśmiech.
- Macie wszystko co potrzebne na imprezę?- Spojrzałam na resztę poruszając brwiami.
- Nie.- odpowiedziała powoli Em
- Czemu? Coś się stało? - chciałam wszystko wiedzieć.
- Nie ważne - powiedział Ryan.
Dobra nie chcą mówić to nie. Teraz czas, abym ja coś powiedziała.
- Mam dla was złą wiadomość- przeciągałam - Nie mam nic do jedzenia musimy jechać na zakupy.
- Hurra!!! Zakupy!!- Krzyknęli chłopaki z lekkim sarkazmem w głosie.
-Ubierajcie się, jedziemy wszyscy- rozkazałam i nikt mi się nie sprzeciwił. Wzięłam pieniądze, klucze od domu i samochodu i pojechaliśmy do super marketu. Każdy wrzucał do koszyka co chciał tylko nie ten nowy, wciąż nie wiem jak się nazywa, nie przedstawił się, właściwie nie powiedział nic. Żadne z moich przyjaciół też nas ze sobą nie poznało.
- Możesz brać co chcesz... ja stawiam  - przełamałam pierwsze lody.
W odpowiedzi nie otrzymałam nic, prócz nieziemskiego uśmiechu chłopaka. Boże, ale on seksowny, gdybym miała takiego chłopaka to przeleciałabym go tu i teraz przy wszystkich. STOP! Co ja gadam, nie znam nawet jego imienia.
- Jestem Alex - znów podjęłam rozmowę.
- A ja Justin - tym razem się odezwał i znów posłał mi swój czarujący uśmiech. Nogi się pode mną ugieły, w brzuchy zaczęłam czuć motyle. Nie zakochałam sie prawda?

***
No to pierwszy rozdział za nami. Mam nadzieję, że blog się Wam jak na razie podoba i zostaniecie ze mną do końca opowiadania. Pozdrawiam ! Proszę o komentarze i szczere opinie :)

Wprowadzenie

 Blog jest o dziewczynie o imieniu Alex i Justinie Bieberze, który w tym opowiadaniu nie jest pop-sensacją.
Alex, jest dziewczyną mieszkającą w Stratford od dzieciństwa, nie ma rodzeństwa, jej rodzice się nią nie interesują choć mieszkają razem i ją utrzymują. Nie obchodzi ich nic co się z nią dzieje. Jeśli chodzi o Justina to on również zamieszkuje Stratford od urodzenia. Do tej pory nie zna Alex. Jego rodzina jest zupełnie inna niż Alex. Rodzice zawsze chcą wiedzieć co robił, gdzie i z kim był. Ma dwójkę przyrodniego rodzeństwa Jazzy (6 lat) i Jaxon (3 lata).

***
Na razie tyle myślę, że Was zaciekawiłam :)